Myślami jestem gdzieś przy sobocie. Leniwie się podnoszę. Kilka krotnie bluzgając na zbyt wczesną porę i niska temperaturę w pokoju.
Zakładam to co znajdę biorę torbę i wychodzę z domu.
Gdy przybyłam pod szkołę poczułam silną potrzebę przespacerowania się na małą. Poczułam że jeśli tam pójdę mój dzień stanie się lepszy.
Odwiedziłam jeszcze tylko pobliski kiosk i w drogę.
Ha. Wy już nie pamiętacie tak to jest pójść na mała z ranka delektować się tym powietrzem zatrzymać się przed murowana chatka przed brązowymi drzwiami.
(Ale o czym my mówimy skoro niektórzy dopiero na 9 są wstanie wstać...)
Ta. Nie był Lepszy. Wizyta na małej nie była wstanie niczego zmienić (przynajmiej tym razem)
No cóż, wiem, będę się powtarzać. Ale:
TO NIE JEST MÓJ DZIEŃ!
Tydzień też nie... tak samo jak ten poprzedni...
ogólnie jest źle. ale nie chce o tym rysować.
W mojej głowie wszystko się plącze.
Są rzeczy które mnie przerastają.
Chciała bym się położyć odpocząć.
Wyjechać gdzieś gdzie była by absolutna cisza i tak abym miała dużo świętego spokoju. Uciec przed tym wszystkim co mnie otacza,
Mam dosyć.
Kurde. To wszystko takie nie poskładane. Kiedyś opowiem o tym wszystkim jaśniej,.
Puki co nie wiem od czego zacząć.
Chociaż powoli się już domyślam...
Wiesz że nadal jeszcze potrafię narysować Cię z pamięci?...